Pomysł na siódmą

Tym razem mam ochotę napisać coś lżejszego i krótszego. Pomysł zrodził się w głowie już jakiś czas temu, ale musiał zaczekać w kolejce - finalizowałam "Gdy ucicha ocean". A o czym będzie ta nowa opowieść? Coś nieco zdradzi Wam poniższy kolaż oraz fragment z pierwszego rozdziału. Trzymajcie proszę kciuki za powodzenie tego projektu! 


(kliknięcie na zdjęcie powiększy je)


"Zgłupiałam na widok prezentu. Nie, żeby był nieprzydatny. Stara słomianka pod drzwiami miała już swoje lata i nawet myślałam, by ją wymienić. W żadnym razie na taką. Nadruk z odciskiem trzech par stóp, męskich, damskich i dziecięcych, sugerował kompletną rodzinę, gdy my byłyśmy tylko we dwie. Nowa wycieraczka mogła zatem wprowadzać w błąd.
Gdyby kupiła mi ją Roma, nie odezwałabym się ani słowem. Uznałabym, że kierowała się względami ekologicznymi i może też ekonomicznymi. Mata z włókien kokosowych była przychylna środowisku, z surowców odnawialnych, zaś nieco nieudany dobór wzoru mógł być skutkiem promocji. Roma nie od dzisiaj miotała się pomiędzy wiernością swoim ideałom, a przymusem liczenia się z groszem. Słomiankę dostałam jednak od Sybilli, a to zmieniało postać rzeczy. Nie tylko dlatego, że druga z moich przyjaciółek nie miała trosk finansowych. Problem leżał gdzie indziej. Chociaż jej pomysły zdawały się być w porządku, nierzadko posiadały drugie dno. Zwykle muliste. Nie będąc czujnym, można było zostać wciągniętym w coś, na co nie miało się wcale chęci. Moja wyrozumiałość w stosunku do niej była więc mniejsza. Nauczona doświadczeniem, dociekałam pobudek jej gestu:
- O co chodzi z tą wycieraczką?
- Wizualizacja przyszłości – Sybilla odparła natychmiast, przygotowana na moje pytanie. 
- Że niby zdepczę swoje marzenia? – Zakpiłam.
- Skądże! – Zaprzeczyła i nie zrażona moim sarkazmem, ciągnęła: - Te stopy są znakiem szczęścia we troje. Regularna konfrontacja z taką symboliką uaktywni twoją podświadomość! Najpierw dopuścisz zmianę w myślach, a potem zaczniesz zabiegać o nią!
- I nie przyszło ci do głowy, że taką matą zrażę do siebie każdego faceta? – Przekomarzałam się z jej sponsorką. – Czmychną mi spod samych drzwi!
- A to niby czemu? – pozorowała niedomyślność.
- Wezmą mnie za desperatkę, która ledwie kogoś poznała, snuje poważne plany!
- Przykro mi, że wyśmiewasz moje dobre intencje! – Z urazą skrzywiła, a raczej wydęła usta. – W przeciwieństwie do ciebie, wierzę we wpływ rzeczy, jakimi się otaczamy. Skoro jednak uważasz podarunek za chybiony, zabieram go i po kłopocie!
- Nie, nie, zostaw! Moja słomianka jest mocna zużyta, a ja najpewniej kupiłabym jakąś taniochę. Dziękuję ci, moja droga! – Próbowałam ją udobruchać.
W gruncie rzeczy, symbol rodzinki ani raził mnie, ani parzył. Zdanie innych ludzi, również hipotetycznych kandydatów do dzielenia ze mną życia, niewiele mnie obchodziło. Z racji swego położenia stałam się pragmatyczna, a wycieraczka była porządna i spełniała swoją funkcję. Ponadto, stopy męskie pod drzwiami mogły odstraszyć ewentualnych złoczyńców. Jakby nie było, mieszkałam tu sama z dzieckiem. Facet, a raczej domyślna oznaka jego obecności, czyniła mnie pewniejszą siebie, gdy pojawiał się kurier z przesyłką. Bądź jakiś domokrążca, jakkolwiek tych jakby ostatnio ubyło."
(...)