Prawda, kłamstwa, półprawdy

... kilka moich myśli z "Gdy ucicha ocean":




„Kłamstwo dzieli się przez podział niczym komórka. Nie powstrzymany w porę proces stworzy monstrum, nad którym traci się kontrolę.”

          „Więcej szkody od jawnego kłamstwa czynią chwasty półprawd. Rozrastają się niezauważenie, podstępnie, aż za późno, by oddzielić kąkol od zboża.

„Tchórzliwe przemilczenia lub drobne łgarstwa są tak samo naganne jak bardziej rozpoznawalne przekręty. W nieuczciwości nie ma stopniowania, albo jest się uczciwym, albo nie jest, i tylko ludzka pruderia nakłada białe rękawiczki niektórym oszustwom.”

         „Innych można zwieść, ale nie siebie samej. Chyba, że wielokrotnie wypierając prawdę uwierzy się w końcu w kłamstwo.”

„Obrazy wydarzeń zawsze będą subiektywne, zależnie od naszego kąta widzenia. Raz wybielone, usprawiedliwione, raz potraktowane w bezwzględnej czerni, albo w surowych, ostrych kontrastach. Jeżeli nawet dopuścimy do nich barwy, one również bywają mylące. Mogą być płynne i subtelne jak granica między kolorami tęczy. Przenikać się wzajemnie. Zatem, by dotrzeć do jądra prawdy, trzeba odważyć się zobaczyć ją w świetle słońca. Nie ufać własnym zmysłom, lecz polegać na faktach. „

      

Pomysł na siódmą

Tym razem mam ochotę napisać coś lżejszego i krótszego. Pomysł zrodził się w głowie już jakiś czas temu, ale musiał zaczekać w kolejce - finalizowałam "Gdy ucicha ocean". A o czym będzie ta nowa opowieść? Coś nieco zdradzi Wam poniższy kolaż oraz fragment z pierwszego rozdziału. Trzymajcie proszę kciuki za powodzenie tego projektu! 


(kliknięcie na zdjęcie powiększy je)


"Zgłupiałam na widok prezentu. Nie, żeby był nieprzydatny. Stara słomianka pod drzwiami miała już swoje lata i nawet myślałam, by ją wymienić. W żadnym razie na taką. Nadruk z odciskiem trzech par stóp, męskich, damskich i dziecięcych, sugerował kompletną rodzinę, gdy my byłyśmy tylko we dwie. Nowa wycieraczka mogła zatem wprowadzać w błąd.
Gdyby kupiła mi ją Roma, nie odezwałabym się ani słowem. Uznałabym, że kierowała się względami ekologicznymi i może też ekonomicznymi. Mata z włókien kokosowych była przychylna środowisku, z surowców odnawialnych, zaś nieco nieudany dobór wzoru mógł być skutkiem promocji. Roma nie od dzisiaj miotała się pomiędzy wiernością swoim ideałom, a przymusem liczenia się z groszem. Słomiankę dostałam jednak od Sybilli, a to zmieniało postać rzeczy. Nie tylko dlatego, że druga z moich przyjaciółek nie miała trosk finansowych. Problem leżał gdzie indziej. Chociaż jej pomysły zdawały się być w porządku, nierzadko posiadały drugie dno. Zwykle muliste. Nie będąc czujnym, można było zostać wciągniętym w coś, na co nie miało się wcale chęci. Moja wyrozumiałość w stosunku do niej była więc mniejsza. Nauczona doświadczeniem, dociekałam pobudek jej gestu:
- O co chodzi z tą wycieraczką?
- Wizualizacja przyszłości – Sybilla odparła natychmiast, przygotowana na moje pytanie. 
- Że niby zdepczę swoje marzenia? – Zakpiłam.
- Skądże! – Zaprzeczyła i nie zrażona moim sarkazmem, ciągnęła: - Te stopy są znakiem szczęścia we troje. Regularna konfrontacja z taką symboliką uaktywni twoją podświadomość! Najpierw dopuścisz zmianę w myślach, a potem zaczniesz zabiegać o nią!
- I nie przyszło ci do głowy, że taką matą zrażę do siebie każdego faceta? – Przekomarzałam się z jej sponsorką. – Czmychną mi spod samych drzwi!
- A to niby czemu? – pozorowała niedomyślność.
- Wezmą mnie za desperatkę, która ledwie kogoś poznała, snuje poważne plany!
- Przykro mi, że wyśmiewasz moje dobre intencje! – Z urazą skrzywiła, a raczej wydęła usta. – W przeciwieństwie do ciebie, wierzę we wpływ rzeczy, jakimi się otaczamy. Skoro jednak uważasz podarunek za chybiony, zabieram go i po kłopocie!
- Nie, nie, zostaw! Moja słomianka jest mocna zużyta, a ja najpewniej kupiłabym jakąś taniochę. Dziękuję ci, moja droga! – Próbowałam ją udobruchać.
W gruncie rzeczy, symbol rodzinki ani raził mnie, ani parzył. Zdanie innych ludzi, również hipotetycznych kandydatów do dzielenia ze mną życia, niewiele mnie obchodziło. Z racji swego położenia stałam się pragmatyczna, a wycieraczka była porządna i spełniała swoją funkcję. Ponadto, stopy męskie pod drzwiami mogły odstraszyć ewentualnych złoczyńców. Jakby nie było, mieszkałam tu sama z dzieckiem. Facet, a raczej domyślna oznaka jego obecności, czyniła mnie pewniejszą siebie, gdy pojawiał się kurier z przesyłką. Bądź jakiś domokrążca, jakkolwiek tych jakby ostatnio ubyło."
(...)


Nowe wywiady ze mną

Wywiad dla Matras


Czym dla Pani jest teraz pisanie? Pracą, przygodą, drogą...?

Moim światem równoległym, częścią mojego życia. Dobrowolnym zniewoleniem, jednak w dalszym ciągu też przyjemnością (dla jej zachowania unikam zobowiązań terminowych). Jest także nadal wyzwaniem, może nawet większym niż przy debiucie, gdyż mam świadomość oczekiwań łączonych z lekturą mojego autorstwa. Za moim pisaniem nie kryje się jakieś szczególne posłannictwo, chociaż próbuję subtelnie pobudzić do refleksji nad tematami wokół moich historii. Nierzadko - natury moralnej.


Rozpoczyna Pani nową książkę. Co Pani czuje - ekscytację, stres, radość?

Towarzyszy mi podniecenie bliskie temu, gdy udawalibyśmy się w podróż w nieznane. Nie wiem jeszcze, dokąd mnie poprowadzi, kogo spotkam w jej trakcie, jakie widoki otworzą się przede mną? Czy podołam temu wyzwaniu, a może nie umiem już pisać (im dłuższa przerwa w twórczości, tym większa niepewność)? Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie parodniowa wycieczka, a długa wyprawa pełna wyrzeczeń, jednak przeważa rozradowanie oraz ciekawość. Ruszam więc ochoczo w drogę, słowo za słowem, zdanie za zdaniem…


cały wywiad ze strony Matras: tutaj


* * * * *



I jeszcze jeden wywiad - "Poznaj mnie lepiej".

Udzieliłam go ostatnio na blogu literackim:



Pytania są bardzo różnorodne, a ciekawostką jest, iż zadawało je więcej osób (całkiem sporo).




Serdecznie zapraszam! 


"Gdy ucicha ocean" - już jest!

Dzisiaj, 2-go listopada, premiera nowej powieści w księgarniach, 
a przedpremierowo zaprezentowana została podczas Targów Książki w Krakowie (filmik poniżej):


video