Kilka nowych recenzji



Dla każdego twórcy ważne są oddźwięki na jego sztukę, nie inaczej ma się rzecz z autorami książek. Jako, że nie mam wielu sposobności na osobiste kontakty z Czytelnikami, cieszą recenzje moich powieści, które odkrywam w Internecie. Poniżej kilka namiarów na ostatnie:




fot. Edyta Świętek, ilustracja do recenzji książki


Więcej opinii znaleźć można powyżej, w zakładce mojego bloga "Recenzje".

Warty uwagi jest również portal z punktacją i opiniami czytelników, na którym są również te dotyczące moich powieści:
                                                                                                                   "LUBIMY CZYTAĆ"

Serdecznie zapraszam!

"Błędne siostry" - wznowienie

Powieść w zmienionej oprawie graficznej (nawiązującej do dwóch innych moich książek) ukaże się na jesień, ale na stronie nowego wydawcy już pierwsza zapowiedź:

projekt okładki

Krótkie wprowadzenie - dla zaciekawienia bądź przypomnienia: 

Główna bohaterka książki, Karola, (…) z polecenia lekarza wraca z zagranicy do kraju, by podreperować swoje zdrowie (…). Zamieszkuje w drewnianym domku, na odludnej polanie w Karkonoszach. Dziwnym zbiegiem okoliczności, bądź też zrządzeniem opatrzności, musi dzielić nowe lokum z nieznajomym mężczyzną. Ich relacja to nieskończona sinusoida sympatii i porozumienia, ciągłych pretensji, nieufności i sprzeczek. Kto się czubi, ten się lubi - chciałoby się rzec. Karola odkrywa uroki wiejskiego życia, nawiązuje nowe znajomości. Dom staje się przystanią, o której marzyła. Dobry nastrój szybko mija, gdy odkrywa rodzinne sekrety, dawno ukryte prawdy i oszustwa. Tajemnica tożsamości Armina i karkonoska legenda dodaje tylko smaku całej historii.
(…)

Ciekawym, a na pewno jednym z najbardziej ekscytujących, jest wątek związany z legendą o Błędnych siostrach, kobietach przemienionych w sarny, zjawiskach metafizycznych i paranormalnych. Karola wyczuwa w domu na polanie dziwną energię. Doznaje wizji i śni o morderstwie, krwi i pożarze. To wszystko skłania ją do poszukania i poznania historii jego dawnych mieszkańców.  Przypadkiem znajduje obraz. W końcu odkrywa przerażającą prawdę...





A tutaj więcej recenzji książki:
http://gorska.blogspot.de/p/recenzje.html



Indygo




- Dlaczego przystanęliśmy? Dotarliśmy na miejsce?
- Może tak, a może nie. To zależy wyłącznie od ciebie.
- Tak rzadko cię rozumiem…
- Ponieważ słuchasz i patrzysz bezmyślnie. Wnikaj w obrazy, zapachy i dźwięki, łącz je i pojmuj!
- Ale jak?
- Zatrzymaj się. Im większa prędkość, tym bardziej zamazany obraz. W ruchu nie dojrzysz najważniejszego. Widzi się skutki, lecz umkną przyczyny. Rozpoznasz jasność i ciemność, a zignorujesz półmrok… oraz jego sekrety.
- Ja także pragnę je poznać! Proszę, musisz mi pomóc!
- Dobrze, spróbuję. Co widzisz?
- Pustkowie. I bezmiar nieba.
- Co słyszysz?
- Nic poza wiatrem.
- Wsłuchaj się w jego pieśń. On zawsze jest heroldem, ogłasza koniec, zapowiada początek…
- Czego mam się spodziewać?
- Cudu. Niebawem się zacznie.  
- Na razie jedynie ptaki przestały śpiewać.
- Owszem, świat zastyga w oczekiwaniu.
- Ale na co?!
- Cierpliwości. Wkrótce nadejdzie zmierzch…
- … a po nim nastąpi noc! Będziemy badać gwiazdy?
- Nie. Niech spokojnie wytyczają szlaki wędrowcom.
- Dziwnie mi... ta cisza.
- Nie musisz się bać. To tylko dzień wpada kroplą do studni czasu. Zaraz dołączy do innych. Czujesz ten słono wilgotny powiew? Jest w nim nasycenie i zadowolenie, jest też spełnienie. Cieszmy się. Ten dzień był dobry.
- Jaki cudowny zachód! Czy na to czekaliśmy?
- Niezupełnie, jednak nie obejdzie się bez promieni złocistych rzęs słońca, ani bez muśnięć zalotnego różu. Ostatni raz ocieplą nieboskłon, nim ustąpią pola chłodnej poświacie księżyca.
- Słońce znika za horyzontem. Hm. Ściemni się i nie zobaczymy nic więcej!
- Mylisz się, bo właśnie teraz rozpoczyna się cud.
- Gdzie? Nie dostrzegam nic szczególnego.
- A ja widzę nadciągającą inwazję granatu i pierzchający przed nim błękit. Im dalej, tym bardziej rozświetlony, z całą paletą modrych niuansów, tu i ówdzie ze śladami bieli. Posuwa się w ślad za słońcem, popychając przed sobą delikatne niebieskie obłoki… Zobacz, zaraz rozgorzeją pod jego czerwienią, o, już! Jakie kolory dostrzegasz?
- Lila … i szary?
- Zapomniałaś o zielonym, tam na lewo, gdzie niczym w kawałku stłuczonego lustra odbijają się trawy. Nie ujrzałaś wrzosowego i cyklamenowego, przeoczyłaś pokraśniałe rumieńce pokonanych zmrokiem lazurów i grafitowe smugi brudzące fiolety i róże. A żadnego z nich nie może zabraknąć…
- Do czego?
- Popatrz! Jeszcze moment i zleją się w jedno: złoto z czerwienią, błękity z zielenią, szarówka zmroku z ametystowym poblaskiem zachodu… Powietrze już drga, poczuj, jak wirują atomy! Tylko sekundy dzielą nas od cudu stworzenia…
- O!
- Ci…
- …
-…
- Niesamowite…. i niezwykłe!
- Tak, staliśmy się świadkami narodzin barwy. Unikalnej i pięknej. Głębokiej, tajemniczej.
- Ma jakąś nazwę?
- Zwie się indygo, ale my nadamy jej inną. Kiedy noc całuje się z dniem…
- … rodzi się kolor tajonej miłości.
- Widzisz? Nareszcie rozumiesz.
- Dotarliśmy więc na miejsce?
- Dotarliśmy się ze sobą.   


                                                                 /Renata L. Górska/





Prawda, kłamstwa, półprawdy

... kilka moich myśli z "Gdy ucicha ocean":




„Kłamstwo dzieli się przez podział niczym komórka. Nie powstrzymany w porę proces stworzy monstrum, nad którym traci się kontrolę.”

          „Więcej szkody od jawnego kłamstwa czynią chwasty półprawd. Rozrastają się niezauważenie, podstępnie, aż za późno, by oddzielić kąkol od zboża. „

„Tchórzliwe przemilczenia lub drobne łgarstwa są tak samo naganne jak bardziej rozpoznawalne przekręty. W nieuczciwości nie ma stopniowania, albo jest się uczciwym, albo nie jest, i tylko ludzka pruderia nakłada białe rękawiczki niektórym oszustwom.”

         „Innych można zwieść, ale nie siebie samej. Chyba, że wielokrotnie wypierając prawdę uwierzy się w końcu w kłamstwo.”

„Obrazy wydarzeń zawsze będą subiektywne, zależnie od naszego kąta widzenia. Raz wybielone, usprawiedliwione, raz potraktowane w bezwzględnej czerni, albo w surowych, ostrych kontrastach. Jeżeli nawet dopuścimy do nich barwy, one również bywają mylące. Mogą być płynne i subtelne jak granica między kolorami tęczy. Przenikać się wzajemnie. Zatem, by dotrzeć do jądra prawdy, trzeba odważyć się zobaczyć ją w świetle słońca. Nie ufać własnym zmysłom, lecz polegać na faktach. „

      

"Gdy ucicha ocean" - już jest!

Dzisiaj, 2-go listopada, premiera nowej powieści w księgarniach, 
a przedpremierowo zaprezentowana została podczas Targów Książki w Krakowie (filmik poniżej):


                     

Zapowiedź "nowej"...

"Gdy ucicha ocean" - moja kolejna powieść w zapowiedziach na stronie wydawcy Replika


opis i fragment tutaj





Ratunek - opowiadanie świąteczne



„Ratunek”

Los planety XMAS-2012 był w zasadzie przesądzony. Nienasycenie czarnej dziury wchłaniającej tę część kosmosu nie miało końca, toteż w jej czeluściach powoli, lecz sukcesywnie ginęły całe, znane nam konstelacje. Obserwowaliśmy również tę małą planetę. W przeciągu swojego istnienia oparła się wielu kataklizmom wszechświata, jednak wobec tego była bez najmniejszych szans. 

Prymitywni mieszkańcy planety nie mieli o niczym pojęcia. Nie ułatwiało nam to podjęcia słusznej decyzji. Przeważająca część z nas była za pozostawieniem ich w stanie błogosławionej nieświadomości. Byli jednak i tacy, którzy powoływali się na prawo świętości życia i obowiązek ochrony każdej jej formy. Z racji piastowanej przez nas roli poznaliśmy ich bardzo wiele, lecz ingerencja w naturalny rozwój światów dopuszczalna była tylko w wyjątkowych wypadkach. Jako, że dotyczyło to również XMAS-2012, nasz stosunek do niej nie był całkowicie neutralny. Co tu dużo mówić, ta mała planeta na peryferiach wszechświata podbiła nasze serca, a jej niezaprzeczalny urok sprawiał, że stała się stałym celem naszych wypraw. Chociaż nostalgia była nam obca, odwiedziny tych miejsc jakby wzbudzały w nas coś na jej kształt. Odświeżały dawno zatarte wspomnienia, te sprzed obecnego, pod każdym względem doskonałego bytu i na najwyższym stopniu jaźni. Śledzenie nieustannej walki o przetrwanie uzmysławiało nam przywilej egzystencji wolnej od trosk tego typu. Przypominało, iż my również byliśmy tak bezbronni i wadliwi. Kiedyś, w zamierzchłej fazie kwantów oraz sprzężeń biochemicznych. 

Jeden z powstałych gatunków na planecie zaintrygował nas szczególnie mocno. Zdawał się posiadać potencjał do zaistnienia na skalę galaktyczną. Poziom jego świadomości wzrastał bardzo powoli, lecz mieścił się w normach, wprost proporcjonalnie do okresu istnienia planety. Pierwsze niepokojące objawy zauważono, gdy ów gatunek naczelny począł dominować nad resztą żyjących tam stworzeń. Kierował się czystymi instynktami, był wojowniczy i bezwzględny. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ich rozwój umysłowy i moralny będzie niebywale długim procesem, jednak oni jakby zatrzymali się w miejscu. 

Postanowiliśmy wówczas przyspieszyć postęp ich cywilizacji. Zniżając się do struktury materii skontaktowaliśmy się z naczelnymi planety, naturalnie w sposób, który byli w stanie przyjąć. Przekazaliśmy im zarys podstawowych praw dostosowanych do ich pułapu myślowego oraz do specyfiki gatunku. Przeceniliśmy ich. Owszem, skorzystali z naszych podpowiedzi, przypisując je wymyślonym bożkom, jednakże nie zrobili z nich sensownego użytku. Mierząc ich czasem, minęło kilka tysięcy lat, lecz w dalszym ciągu nie było widocznego progresu. Rezydentom planety brakowało poczucia odpowiedzialności, nie potrafili też przewidzieć następstw swoich działań. Nasilały się też u nich wyraźne tendencje do destrukcji, tak siebie samych, jak i swojego świata. Miast zainwestowania w dobro gatunku, skupiano się na chwilowych korzyściach z władzy i zadowoleniu z posiadania rzeczy nietrwałych. Dla osiągnięcia tak krótkowzrocznych celów gotowi byli na wszystko, włącznie z zabijaniem swoich współbraci. 

Tymczasem czarna dziura rozszerzała się coraz bardziej i naglił czas podjęcia decyzji. Przeważająca część mieszkańców XMAS-2012 wykazywała cechy, które we wszechświecie uważane były za naganne, toteż wzmagały się głosy przeciwników ratunku. Pewnikiem było, iż planetę czeka zagłada. Cóż, kiedy władający nią gatunek również zdawał się być niewarty przetrwania. A jednak jego nieduża część odróżniała się od reszty. Kiedy większość naczelnych planety niepoprawnie skupiała się na materii, garstka żyła nadanym im prawem, przekazując je kolejnym generacjom. Zaistnienie owych dobrych wyjątków przeważyło za uchwaleniem podjęcia się próby ich ocalenia. W myśl zasad wszechświata, postanowiono dać szansę każdej myślącej istocie. 

Najtęższe umysły kosmiczne wnet przystąpiły do obmyśleń akcji pomocy. Doświadczenie z innymi światami w podobnym położeniu wykluczało zastosowanie środków radykalnych. Próby szybkiej ewakuacji z reguły kończyły się fiaskiem, gdyż pojawienie się obcych przybyszów traktowano jako wrogą inwazję. Z pozycji bytów słabszych każda próba narzucenia im swojej woli, nawet celem ocalenia, przeczyła intencjom pokojowym. Na domiar złego, mieszkańcy XMAS-2012 znajdowali się na tak wczesnym etapie rozwoju, że nie byli w stanie pojąć zagrożenia! Jak wytłumaczyć fenomen czarnej dziury komuś, dla kogo jego świat jest płaski z narzuconą nań płachtą nieboskłonu?! Jak nie przestraszyć go sobą? I w jaki sposób mu uświadomić, że istnieje życie poza czasem, niezależne od znanych mu wymiarów?

Wyjście było tylko jedno. Ktoś z nas będzie musiał pojawić się na planecie jako jeden z jej mieszkańców! Posłuchają tylko swojego, urodzonego pośród siebie i będącego im autorytetem. Jedynie ktoś, kto zniży się do tak prymitywnej formy egzystencji zdoła pojąć ich sposób myślenia. I być może przekona, że choć ich świat nieuchronnie pędzi ku zagładzie, oni nadal mogą zachować życie. 

Obliczono, że wysyłając tam kogoś natychmiast, szansę otrzyma wiele pokoleń. Wszechświat na krótką chwilę powstrzymał oddech, czy aby znajdzie się ochotnik gotowy wziąć na siebie tak ryzykowne zadanie? Na śmiałka czekało wiele niebezpieczeństw i trudów. Będzie musiał cofnąć się do archaicznej egzystencji, wcielić w formę fizyczną z jej licznymi niedogodnościami, włącznie z głodem, bólem, umieraniem. Czy mieszkańcy XMAS-2012 byli warci takich poświęceń? Czy zdołają pojąć dar miłości idący do nich od istot z innego świata? Można było się spodziewać, iż byt poza materią dla większości mieszkańców planety będzie mało atrakcyjny bądź też wcale w niego nie uwierzą. Czyż nie od zawsze gubiły ich żądze, chciwość i pycha? Zatem… jaki sens miał ich ratunek? Po co narażać się dla nich? A jednak znalazł się ktoś, kto podjął się tego wyzwania… 

Planeta XMAS-2012 wciąż jeszcze istnieje, choć coraz bliżej czarnej dziury. Kiedyś, całkiem nagle, zniknie w jej czeluściach ze wszystkim, co teraz wydaje się trwałe. Że co, proszę? Czy uratowaliśmy jej mieszkańców? Odpowiem tak, że co się miało wykonać, to się wykonało, a oferta ocalenia nadal jest aktualna. I że nieopisana jest u nas radość z każdego, kto zdążył z niej skorzystać! Po tamtej stronie wszechświata dosyć jest miejsca dla wszystkich… 


/Renata L. Górska/


Opowiadanie adwentowe



Ból w krzyżach spowalniał jej ruchy. Pracowała już dwie godziny i wiedziała, że z trudem zmieści się w czterech. Z powodu nieobecności w minioną sobotę czekało na nią więcej roboty niż zwykle. A też pretensje Frau Betke z parteru, która w imieniu wszystkich lokatorów kontaktowała się z nią, nadzorowała, a też wypłacała jej wynagrodzenie. Frau Betke należała do tego rodzaju ludzi, którzy chętnie ganią, lecz nigdy nie pochwalą. Nie była zadowolona, gdy zgłosiła jej swoją chorobę i nawet jeszcze dzisiaj przemawiała do niej z urazą: 
- Niech pani spojrzy, wszędzie błoto i brud! Aż wstyd zapraszać tu kogoś! 
- Jest zima, naniosło się śniegu – zauważyła nieśmiało. 
- A nieumyte okna? A strych i piwnica? – Wyliczała zaniedbania. – Trzeba też odśnieżyć przejście do śmietnika za domem. Mam wielką nadzieję, że odrobi pani wszystkie zaległości! W końcu, idą święta! 
- Oczywiście, przebiorę się tylko i zaczynam. 
Frau Betke wręczyła jej klucz do komórki przy piwnicy, w której trzymano środki czystości, a też był dostęp do wody bieżącej. Niestety, tylko zimnej. Na haku wisiał fartuch i stary, wełniany sweter, jeszcze po poprzedniczce. Kobieta odwiesiła tam płaszcz i nałożyła strój roboczy. 
Kamienica była bogata, secesyjna, z narożnymi wykuszami, a mieszkania w niej – wysokie i przestronne. Tak przynajmniej mówiono. Polska sprzątaczka nie była w żadnym z nich, Frau Betke rozmawiała z nią na progu. Za to miała okazję dobrze przyjrzeć się klatce schodowej, a to czyszcząc jej mozaikowe posadzki i ściany, obłożone ciemnobłękitnymi płytkami ceramicznymi, a to wycierając z kurzu ozdobnie powykręcane balustrady przy schodach, czy przemywając kolorowe szybki podłużnych okien witrażowych na każdym półpiętrze bądź żyrandoli. Tak, to był piękny dom… do mieszkania w nim. Do utrzymania idealnej czystości - ponad siły kogoś w jej wieku, choć bardzo się starała. Cztery kondygnacje, do tego piwnica i strych, a nic nie uszło uwagi lokatorów. Zwykle rozkładała sobie obowiązki, za niektóre biorąc się co drugi tydzień. Co za pech z tą chorobą! Przez nią musiała teraz wypucować wszystko od dołu po górę. 
Początkowo szło jej sprawnie, ale gdy wymyła podłogi i schody, poczuła zmęczenie. Oparta o ścianę, postała małą chwilę, żeby wyprostować plecy i wyrównać oddech. Wtem otwarły się drzwi wejściowe i do środka wbiegło troje dzieciaków. Jak było to do przewidzenia, nie strzepali śniegu z butów, pozostawiając ślady po pierwsze piętro. Będzie musiała tam zejść i ponownie przetrzeć te miejsca. Najlepiej przed samym końcem, gdyż przy sobocie inni też będę wchodzić. Tyle, co pomyślała o tym, do domu wrócił pan doktor. Rzucił jej „dzień dobry”, przeprosił, że zabłocił schody, a widząc, że jest spocona, zaproponował szklankę mineralnej. Nie przyjęła poczęstunku, lecz jego troska szczerze ją ujęła. Lubiła tego człowieka. Doktor pozdrawiał ją zawsze, pytał, jak się miewa, a kiedyś nawet, w obecności Frau Betke i innego sąsiada, wyraził się o niej - „unsere Putzperle”. Brzmiało to dużo ładniej niż tylko sprzątaczka, toteż zrobiło się jej wtedy bardzo miło. 
Przygotowała sobie wodę z płynem pod mycie okien. Potem musiała ponownie zejść na dół, przytargać stamtąd drabinkę. Na schodach minęła się z młodym nauczycielem z drugiego piętra. „Nie za ciężko?”, zapytał, zaprzeczyła z zawstydzającym uśmiechem. Zdziwiła się trochę, bo nigdy wcześniej nie odzywał się do niej. A kiedy później małżeństwo z trzeciego piętra pochwaliło pachnąco wymytą posadzkę, pomyślała, że w adwencie ludzie robią się lepsi. 
Nie sprzątała tu bardzo długo, zaczęła dopiero latem, zajmując miejsce znajomej rodaczki. Owszem, było jej ciężko, ale straciła pracę, a miała sześćdziesiątkę na karku i żadnych perspektyw wyjścia z bezrobocia. Zasiłek ledwo pokrywał opłaty i starczył na skromne przeżycie, musiała liczyć się z każdym groszem. „Mamo, wracaj do swoich!”, namawiała ją córka, lecz było jej wstyd, że nie dorobiła się na Zachodzie. „Może na emeryturze”, odpowiadała córce bez wiary. 
Tymczasem zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Odkładała pieniądze zarobione na sprzątaniu, by mieć na podróż do Polski i na prezenty dla bliskich. Nabyła już nawet bilet na autobus i część spożywczych sprawunków. Brakowało jej tylko na podarunki dla wnuków, lecz zarobi i na nie - do wyjazdu były jeszcze dwie soboty, ta i następna. Alusia czekała na lalkę Barbie w wymarzonej sukience, a Tomuś na wybrany przez niego zestaw Lego. Kobieta przypadkiem odkryła sklep z korzystnymi cenami zabawek. „Może po klocki przejdę się nawet dzisiaj?”, rozważała w duchu. Starała się nie myśleć o krzyżach i puchnących, ciężkich nogach.
Wizja zakupów mobilizowała ją do działania. Wyobrażała sobie ekscytację i radość wnuków, gdy odkryją upominki pod choinką! Uśmiechała się do tych chwil, jakby miały wydarzyć się zaraz. Grunt, że posuwała się z pracą do przodu! Jeszcze tylko zamieść podłogę na strychu, przetrzeć korytarz w piwnicy i będzie gotowa! Oj, całkiem zapomniała o dróżce na podwórzu, ale to nie chodnik przed domem, więc odśnieży ją w trymiga. Kiedy wreszcie uporała się ze wszystkim, poczuła satysfakcję. Na koniec wypłukała ścierki, rozwiesiła je do suszenia, doprowadziła do porządku komórkę. Ależ była zmęczona! Nic zresztą dziwnego, harowała blisko pięć godzin! 
Pięć minut później, przebrana do wyjścia, zadzwoniła do mieszkania na parterze. Każdej soboty następował niezmienny rytuał, ona zwracała klucz, a Frau Betke wręczała jej banknoty. Dzisiaj jednakże, zamiast pieniędzy, podsunęła sprzątaczce jakiś druk i długopis: 
- Proszę tutaj wpisać swoje dane i złożyć swój podpis! – Nakazała. 
- Co to jest? – Kobietę naszło złe przeczucie. 
- Najwyższy czas rozliczyć się z fiskusem! 
- Ale… jak to? Tak nagle? Nie, nie wypiszę tego! – Wzbraniała się. 
- Coś takiego! Każdy by tak chciał, zarabiać na czarno, oszukiwać nasze państwo! My w każdym bądź razie, a mówię o wszystkich lokatorach domu bez wyjątku, nie będziemy tego dłużej tolerować. Tak ustaliliśmy tydzień temu, kiedy pani nawaliła! 
- Dzwoniłam, że mam grypę… - przypomniała. 
- Współczuję, ale to nie ma nic do rzeczy. Pan doktor z drugiego piętra uzmysłowił nam wtedy, że według nowych przepisów koszty za pomoc domową można odtrącić sobie od podatku. Zatem, jeśli pani nie zgodzi się pracować legalnie, poszukamy inną chętną! 
Kobieta namyślała się gorączkowo. To przestanie się opłacać! Zgłaszając dodatkowy dochód z miejsca obniżono by jej wysokość zasiłku, więc dorobiłaby już tylko grosze. Spróbowała kompromisu: 
- To może do końca roku niech pozostanie jak dotąd, a po nowym już legalnie? 
- Co za bezczelność! – Uniosła się pani Betke. – Albo pani podpisuje, że w minionym półroczu pucowała nasz dom, albo do widzenia! 
- Naprawdę nie da się inaczej? Przecież ja dobrze sprzątam, dokładnie. 
           - Co postanowione, to postanowione! 
- Szkoda, bo te pieniądze są mi bardzo potrzebne… - w oczach kobiety bezwiednie pojawiły się łzy. – Nie mogę podpisać, proszę zrozumieć... 
- Jak pani chce! – Przerwała jej, omiatając ją pogardliwym spojrzeniem. – Do widzenia! 
Zatrzasnęła drzwi przed nosem kobiety. 
- Chwileczkę… a moja zapłata za dzisiaj?! 
Nie pomogło naciskanie na dzwonek, Frau Betke nie pokazała się więcej. Krzyknęła tylko przez drzwi, że jeśli natychmiast nie odejdzie, ona zawezwie policję. 
Kobieta chwilę postała i w końcu, połykając łzy upokorzenia i żalu, opuściła kamienicę. Szła chodnikiem noga za nogą, nie tylko z powodu śliskiej nawierzchni. Była potwornie zmęczona i przybita psychicznie! Nie kupi wnukom obiecanych zabawek, nie będzie miała za co. Wprawdzie kochały babcię nie za podarki, lecz będzie jej bardzo źle, widząc ich zawód. 
Naturalnie, zdawała sobie sprawę, że ryzykuje podejmując się pracy na czarno, jednak nie tylko ona była winna. Przyjmując się w tym domu do sprzątania, nikt z jego mieszkańców nie wspomniał o fiskusie. Źle zrobiłam, myślała, ale oni również nie są w porządku. 
Nie było w porządku, że potraktowali ją tak bezwzględnie na krótko przed świętami. Nie było w porządku, że oszukali ją, nie wypłacając należności za przepracowane dzisiaj godziny. Obcesowe zachowanie Frau Betke również nie było w porządku. Jakkolwiek wszystkie te rzeczy usprawiedliwiała już jej własna nieuczciwość, ta względem kraju, w którym gościła. 
Pomimo wszystko, jednego w żaden sposób nie umiała zrozumieć. Dlaczego pozwolono jej dzisiaj sprzątać, nie uprzedzając, że zmieniły się zasady? Mieszkańcy kamienicy ustalili je wspólnie… czy również i to, że dopiero po pracy zaszantażuje się ją formularzem do podpisu? Jeśli istotnie tak było, to nie potrafiła wytłumaczyć sobie reakcji napotkanych lokatorów. Zwłaszcza nie serdeczności pana doktora… 
Z mijanych wolno sklepów dobiegały ją dźwięki kolęd. 


/Renata L. Górska/ 

opowiadanie ukazało się na łamach miesięcznika "Polonika"